Dla zainteresowanych słonik dotarł do Bevy w ciągu dwóch dni, czym jestem mile zaskoczona, bo słysząc tyle narzekań na działalność poczty (rzadko korzystam z jej usług) bałam się, że będzie szedł długo albo nie dojdzie w ogóle.
Dzięki uprzejmości pewnego pana, stałam się posiadaczką lnianego sznurka (chyba lnianego?) i skoro już go miałam i tak sobie stał na półce i tak się uśmiechał do mnie, to żeby się nie zmarnował, postanowiłam go w niedzielne popołudnie wykorzystać. :) Wzięłam słoik po kawie, u męża w warsztacie wygrzebałam klej Vikol-lepszy byłby Rekol bo jest wodoodporny, no i go owinęłam. Potem dorobiłam mu "czapeczkę" bo bez niej wyglądał smutnie :) Dodałam tu i ówdzie trochę czarnej tasiemki i efekt końcowy wygląda tak :
Jak wam się podoba?
Dodam tylko, że to nie jest moja pierwsza przygoda z owijaniem sznurkiem i zapewne nie ostatnia, ale pierwszy raz wykorzystałam do ozdoby szydełkowy motyw. W moim skromnym dorobku jest kilka butelek i słoiczków niestety zdjęć Wam nie pokarzę bo wszystkie okazy rozlazły się po rodzinie i stoją sobie dumnie na półkach posiadaczy:)
Pozdrawiam gorąco


